Dobrostan definiujemy jako potrzeby człowieka z obszaru fizycznego, psychologicznego i relacyjnego​

wpis w: WYWIADY | 8

Dobrostan definiujemy jako potrzeby człowieka z obszaru fizycznego, psychologicznego i relacyjnego

Moim dzisiejszym gościem jest Ewa Stelmasiak – ekspertka ds. programów wellbeingowych. Autorka koncepcji Wellbeingu 4.0 w świecie VUCA. Założycielka i dyrektor zarządzająca The Wellness Institute (rok zał. 2012). Trenerka zarządów. Wspiera liderów w rozwijaniu kompetencji wellbeingowych. Jako certyfikowany coach wellness uczy dbania o siebie. Pionierka innowacyjnych rozwiązań dla biznesu w zakresie kultury zdrowia i dobrostanu.

Dobrostan Ewa Stelmasiak

Ewo – Twoja imienniczka była pierwszą kobietą w raju, Ty natomiast jesteś założycielką pierwszego w Polsce instytutu zajmującego się dobrostanem i pierwszym w Polsce certyfikowanym w Stanach menedżerem programów wellbeing dla firm. Dlaczego tworzysz arkadię w organizacjach?

Tak humanistyczne słowa jak dobrostan, wzajemna troska czy poczucie sensu mogą kojarzyć się z rajem, ale nie chodzi tu o arkadię. Chodzi o konkretne działania, które budują dobrostan ludzi w sposób systemowy. Działamy strategicznie pracując z zarządem, potem z liderami średniego szczebla i pracownikami. Tworzymy wspólne rozumienie czym jest dobrostan i motywujemy do podejmowania działań na rzecz jego zwiększania jednocześnie dostarczając wiedzę jak to zrobić i opierając działania o potrzeby. Mottem marki The Wellness Institute jest „dbam o siebie, dbam o ludzi”, co odzwierciedla nasze podejście do dobrostanu jako aktywnej postawy i podejmowania działań na rzecz zwiększania swojej jakości życia.

Dobrostan ma charakter behawioralny, tzn. chodzi o to, żeby wprowadzać nowe zachowania, eksperymentować z nimi i jeśli się sprawdzą – uczynić z nich nawyki, które pozostaną z nami na zawsze jak np. mycie zębów. To ambitne zadanie, wykraczające poza dostarczenie sympatycznej rozrywki w formie jednorazowego wydarzenia czy wykładu.

Dobrostan definiujemy jako potrzeby człowieka z obszaru fizycznego, psychologicznego i relacyjnego. Dodatkowo – dzięki partnerstwu z Human Resources Institute z USA – jako pierwsza firma w Polsce oferujemy profesjonalne podejście do budowania kultury zdrowia i dobrostanu.

Co właściwie kryje się pod pojęciem kultury zdrowia i dobrostanu?

Kultura zdrowia i dobrostanu to kultura organizacji lub zespołu oparta o takie wartości jak troska, zaufanie czy docenianie, w której pozytywne normy kulturowe wspierają wellbeing osobisty i zespołowy. Panuje wspierająca atmosfera pracy, a liderzy dają dobry przykład dbania o siebie i o innych ludzi.

Zasadniczą ideą takiego podejścia jest systemowość, czyli stworzenie środowiska pracy, w którym indywidualne wysiłki znajdują wsparcie w systemie. Wiele firm ma bogatą ofertę działań wellbeingowych, z których korzysta niski odsetek pracowników. My uważamy, że ludziom trzeba stworzyć warunki do tego, by mogli skorzystać w pełni z oferty prowadzonych przez firmę działań oraz realizować swoje cele dobrostanowe.

W naszym badaniu BPCC HR Review 2020 wyszło, jak bardzo ważna dla retencji jest postawa i zaangażowanie liderów w podejmowane przez HR działania. Są dwie strony działań wellbeingowych: z jednej strony mamy podejście typu „odhaczone”, czyli np. że zorganizujemy warsztat czy grupę biegową, a z drugiej podejście typu „nam naprawdę zależy, żebyś skorzystał, to nie jest tylko kwiatek do kożucha ”, czyli umożliwienie ludziom korzystania oraz dawanie przykładu z góry np. szef daje przyzwolenie na wyłączenie się w tym czasie z pracy, a nawet do tego zachęca, bo sam też korzystał, a o dobrostanie rozmawia się na co dzień na zebraniach i w kuluarach (nawet jeśli są to nasze dzisiejsze kuluary online!).

Bardzo ciekawe podejście i wydaje mi się, że właśnie takie jest potrzebne w dzisiejszych czasach. Wracając do Ciebie. Czy to właśnie Twoje doświadczenie wielokulturowe i znajomość aż ośmiu języków obcych wpłynęły na to, że zajęłaś się kulturą w organizacjach?

Z pewnością tak. Wychowywałam się w Afryce, bo rodzice byli tam na kontrakcie jako członkowie polskiego zespołu medycznego Akademii Medycznej. Moją drugą kulturą po polskiej jest kultura francuska, zaś studiowałam i kształciłam się w Ameryce. Kiedy miałam 6 lat w mojej międzynarodowej szkole przy ambasadzie francuskiej w Trypolisie w Libii po raz pierwszy prowadziłam konferansjerkę w trzech językach: po francusku, angielsku i arabsku. Języki zawsze były moją pasją, uczyłam się ich ośmiu, z których dziś czynnie używam trzech: polskiego, angielskiego i francuskiego.

W tych trzech językach prowadzę również warsztaty, najczęściej dla zarządów. To, że byłam w szkole z dziećmi z całego świata, które mówiły różnymi językami i miały różne kolory skóry odbieram dziś jako kapitał otwartości na wielokulturowość i różnorodność ludzi. To wielkie bogactwo.

Ponadto, mówienie w różnych językach powoduje, że w każdym z tych języków inaczej myślę o świecie, bo używam innego aparatu pojęciowego. Weźmy na przykład dbanie o siebie. Po angielsku tłumaczenie jest oczywiste: „self-care”, to pojęcie popularne w świecie anglosaskim, ale już we francuskim nie ma odpowiednika, oprócz kanadyjskiego „autosoins”, które brzmi trochę dziwnie na starym kontynencie. Kiedy mówię w innym języku, ujawniam inną stronę swoją osobowości, np. w języku francuskim więcej się śmieję i zaśpiewam klasyczną francuską piosenkę, a po angielsku potrafię mówić o wzniosłych rzeczach w prosty sposób.

Mówisz o bogactwie wynikającym z wielokulturowości i używania różnych języków, ja się natomiast zastanawiam czy takie obycie niesie ze sobą różne wyzwania, trudy?

Przede wszystkim to sytuacja, która wprowadziła mnie w proces całożyciowego uczenia się i nawykowego wychodzenia ze strefy komfortu. Po drugie pozwoliła na otwartość umysłu, bo to, co wygląda jakoś z jednej perspektywy, wygląda zupełnie inaczej z drugiej. Nawet to, że po otwarciu rano oczu inaczej wizualizujemy kulę ziemską z perspektywy mieszkańca Europy, niż gdy naszym miejscem urodzenia i zamieszkania jest na przykład Nowy Jork. Budząc się w Paryżu czekam na espresso i croissant, budząc się w Nowym Jorku piję dripa, a w Polsce stawiam na małą czarną.

Dla Amerykanów poranna kawa ma symbolikę wyzwolenia się spod wpływów brytyjskich, kiedy to zatopili statek w trakcie słynnej herbatki bostońskiej (ang. „Boston Tea Party”). W Europie kawa, którą spożywa się w formie espresso czy latte ma wymiar przynależności do wielkomiejskiego życia, jego stylu i kosmopolityzmu. W codziennej komunikacji trzeba więc pamiętać o tej różnorodności.

Wracając do Twojego pytania, są to wyzwania, ale takie, które bardzo cenię, bo dzięki nim bardzo dużo się uczę. Jeszcze jedną konsekwencją wielokulturowości jest brak poczucia bezwzględnej przynależności do jednego miejsca czy systemu. Jestem zawieszona pomiędzy światami: nauki i biznesu, nauki i duchowości, medycyny i biznesu, ról życiowych które pełnię jako publicystka, autorka, myślicielka versus konsultant, trener zarządów, liderów versus osoba, która inspiruje, dzieli się wiedzą, zaprasza do zadbania o siebie.

Jestem wśród i pomiędzy ludźmi ze starszych pokoleń i młodszych, między kulturami i sposobami widzenia świata, sposobami myślenia w różnych językach, jednocześnie cały czas szukając synergii, łącząc kropki i definiując punkty wspólne, ale też dając energię temu, by te różnice zauważać, nazywać i wśród nich się odnajdywać. Taki proces ciągłego poszukiwania i weryfikacji niesie ze sobą konieczność częstego przebywania poza strefą komfortu.

Jak to się stało, że założyłaś The Wellness Institute w Polsce?

Dobrostan Ewa Stelmasiak

To wynik pasji i poczucia misji życiowej, ale inspirację stanowiła moja rodzinna historia oraz spotkania z ludźmi, którzy tworzyli ten obszar w Stanach. Osobiście poznałam tam Johna W. Travisa, Dona Ardella, Billa Hettlera, Judda Allena, z którym dzisiaj współpracujemy, a także wielu innych światowych ekspertów od stresu i wellness.

Wróćmy do mojej historii. Pochodzę z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach lekarskich. Mój dziadek był cenionym profesorem anatomii, autorem atlasów, inicjatorem powstania wydziału lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie i jego rektorem, zaś ojciec – cenionym profesorem neurologii, byłym prezesem Polskiego Towarzystwa Neurologicznego oraz współtwórcą jednej z najnowszych metod leczenia stwardnienia rozsianego przy pomocy cladribiny, co opublikowane zostało w prestiżowym The Lancet. Mama jest doktorem nauk medycznych, cenionym alergologiem, a pozostali członkowie rodziny to lekarze, profesorowie i prawnicy. Jesteśmy rodziną, w której pomaganie ludziom, uczciwość oraz nauka zawsze stanowiły najwyższe wartości. 

Ja jednak nie zdecydowałam się na studia medyczne, dopiero po latach zrozumiałam dlaczego. Brakowało mi holistycznego podejścia do człowieka ponad algorytmiczne problem-tabletka lub problem-zabieg lub operacja. Interesowała mnie psychologia choroby oraz całościowe spojrzenie na człowieka, w ramach którego nie tylko rozwiązuje on problemy, ale buduje zdrowe życie w dobrostanie. Takie, w którym dzięki aktywnej postawie minimalizuje ryzyko wystąpienia problemów ze zdrowiem fizycznym lub psychicznym albo też łagodzi ich przebieg.

 

Wtedy właśnie trafiłam na wellness. Od 2011 roku zaczęłam kształcić się i certyfikować w tym kierunku w Stanach. Latałam na konferencje wellness, występowałam na nich i stworzyłam nawet nową definicję wellness jako: „życia pełnią obecności i ekspresji w świecie i na rzecz świata” składającej się z zarówno wellbeingu, jak i z welldoingu, doing good, czyli czynienia dobra. Tą definicję wspiera i cytuje ojciec ruchu wellness w Stanach John W. Travis, który był w Polsce na organizowanej przeze mnie międzynarodowej konferencji dotyczącej wellbeingu w biznesie w 2017 roku i z którym nadal jesteśmy w kontakcie.

Czy w wellness chodzi również o to, by realizować szczytne ideały i tworzyć wartość dla społeczeństwa?

Czynienie dobra może przejawiać się działaniami CSR (pol. Społeczna Odpowiedzialność Biznesu), ale w przypadku wellness mówimy bardziej o indywidualnym rozwoju, bo oryginalnie – w latach 60-tych – wellness definiowany był jako proces dokonywania świadomych wyborów na rzecz zwiększania dobrostanu, był bardzo blisko ruchu rozwoju potencjału ludzkiego oraz pojęcia salutogenezy Aarona Antonowskiego. Była to przeciwwaga dla tradycyjnego podejścia medycznego, i to pomimo, że już w 1948 roku WHO wydało swoją słynną definicję zdrowia, według której zdrowie to nie tylko brak choroby czy niedomagania, ale stan pełnego dobrostanu fizycznego, umysłowego i społecznego. Następnie, około 20 lat temu, termin wellness został przejęty przez rynek spa w Europie oraz rozpoczęła się jego marketingowa eksploatacja na wszelkiego rodzaju produktach, włącznie z karmą dla psów.

Być może to właśnie stworzyło grunt dla rozpowszechnienia nowego pojęcia, które pozwoliło przywrócić dawne rozumienie wellness, a tym słowem jest wellbeing. Około 20 lat temu zostało wprowadzone i popularyzowane przez nurt psychologii pozytywnej jako zupełnie nowa idea, choć przecież nową nie była, bo istniała już od lat 60tych i wywodziła się z nurtu medycznego. Martin Seligman ogłosił m.in. jako nowe pojęcie „zdrowia pozytywnego”, które zostało wcześniej – bo już w 1959 roku – użyte i opisane przez Halberta Dunna – nie żyjącego dziś inicjatora ruchu wellness. Psychologia pozytywna przyczyniła się jednak do globalnej popularyzacji idei wellbeingu. 

Które słowo jest Ci bliższe: oryginalne wellness czy nowsze wellbeing?

Zakładając The Wellness Institute wybrałam wierność korzeniom i tradycji, ale lubię wszystkie pojęcia, które ułatwiają mi dotarcie do świata i ludzi z moim życiowym przesłaniem: dbam o siebie i swój dobrostan. Dbający jednocześnie o innych liderzy, rodzice, ale także lekarze, pielęgniarki czy opiekunowie starszych osób bardzo tego potrzebują bo jednocześnie muszą być zdolni, by zadbać o innych. Dzięki jednoczesnej trosce o siebie mogą zaś zrobić to lepiej. Ta druga część pozwala spojrzeć na swój dobrostan z nutką altruizmu, bo dbanie o siebie i swoje potrzeby jest niestety nadal naznaczone piętnem egoizmu.

Pojęciu wellbeingu przypisuje się często znaczenie dobrego samopoczucia, co stanowi duże uproszczenie i zdejmuje z człowieka odpowiedzialność za podejmowanie aktywności w tym zakresie, kojarzy się z biernością, czymś co przychodzi z zewnątrz. Często czytamy: programy wellbeing, których celem jest dbanie o dobre samopoczucie pracowników. Tymczasem w badaniach zaangażowania pracowników, grupa, którą cechuje błogostan jest mało zaangażowana, za to bardzo zadowolona z siebie – nie o to nam przecież chodzi! Nie zawsze czujemy się dobrze, czyli mamy tak zwane pozytywne stany afektywne, ale możemy mieć dobre życie, a w życiu kierować się dobrem.

Dla mnie – nie inaczej niż zdrowie – wellness ma charakter behawioralny i przejawia się codziennymi wyborami i zachowaniami, nie tylko tym jak się czujemy. Tu wchodzi druga po wellbeing część wellness, czyli welldoing – budowanie pozytywnych relacji, wywieranie pozytywnego wpływu i efektywność osobista, w tym efektywność pracy. Często dzięki wprowadzeniu nowych, pozytywnych nawyków, które służą dobrostanowi. Spokojny umysł i ukojone emocje przyczyniają się właśnie do tego, by w tym świecie zewnętrznym móc występować jako ta lepsza wersja siebie.

Brzmi to wspaniale, ale jak w praktyce wygląda współpraca z firmami, dają się porwać takiemu nurtowi dbania o dobro pracownika?

Wszystko zależy czego ta współpraca dotyczy i jakie firma ma potrzeby. Zawsze na początku spotykamy się, aby porozmawiać o potrzebach i wspólnie zdefiniować cele dalszych działań. Ma to szczególnie znaczenie przy długofalowych programach wellbeingowych oraz planowaniu procesu wprowadzania kultury zdrowia i dobrostanu. Posiadamy również sprawdzone narzędzia badawcze do audytu kultury wellbeingowej i klimatu społecznego w całej firmie. Wszystko zależy od skali projektu i gotowości firmy do wdrażania poszczególnych jego etapów. W każdym procesie najważniejsze jest zaangażowanie liderów, wypracowanie jasnej wizji „WHY”. Zależy nam, aby liderzy stawali się naturalnymi ambasadorami planowanych działań. Najczęściej w pierwszym kroku angażujemy zarząd, potem menedżerów wyższego i średniego szczebla, następnie pracowników. Działania wdrażane w trakcie programu są monitorowane i dostosowywane do aktualnych potrzeb – zbieranie feedbacku na bieżąco i ewaluacja działań jest niezbędna w zmieniającym się świecie, w którym przyszło nam żyć.

Czego może spodziewać się organizacja zapraszając Ciebie do współpracy?

Dobrostan Ewa Stelmasiak

Na pewno elastycznego i indywidualnego podejścia oraz eksperckiej wiedzy. Doradzamy, pomagamy w wypracowaniu strategii działań i dzielimy się wiedzą oraz doświadczeniem, które nasi amerykańscy partnerzy zdobywali przez ostatnie 40 lat. Zależy nam, aby w wyniku naszych działań zachodziła realna zmiana u każdego indywidualnie i w całej organizacji, aby każdy mógł podjąć choć jeden drobny krok w kierunku zwiększania jakości życia i swojego dobrostanu. Patrzymy na człowieka całościowo uwzględniając wszystkie obszary dobrostanu, na które pośrednio lub bezpośrednio każda organizacja wywiera wpływ. Budujemy świadomość, edukujemy i wspieramy w procesie zmiany.

Jakie korzyści otrzymuje organizacja po wprowadzeniu programu wellbeingowego?

Są cztery kluczowe obszary, na które program wellbeingowy ma wpływ. Są to retencja, zaangażowanie, efektywność pracy oraz wizerunek pracodawcy z wyboru. Wśród korzyści są lepsza atmosfera i komunikacja, większe poczucie wspólnoty. Świadomi liderzy, którzy wiedzą jak wspierać dobrostan w zespole oraz pracownicy świadomi dlaczego warto dbać o siebie i jak można to robić. Zdrowsi pracownicy są też bardziej efektywni i biorą mniej zwolnień lekarskich.

Aktualnie ważna jest też efektywność osobista, która staje się kluczowa w kontekście zmieniającego się świata pracy, zwłaszcza dla liderów, którzy muszą wykazać się samoświadomością i zdolnością wprowadzania zmian w swoim stylu pracy, a ich kondycja psychofizyczna wywiera duży wpływ na współpracowników. Działania skierowane na dobrostan pracowników mają więc dużą moc oddziaływania i wspierania efektywności biznesowej firmy oraz jej atrakcyjności jako pracodawcy.

Pomijając wpływ organizacji na dobrostan pracowniczy, jak my, jako jednostki możemy zadbać o siebie prywatnie?

To ogromny temat i każdy ma inne potrzeby. Jest jednak kilka ważnych punktów, które warto rozważyć. Po pierwsze, uświadamiać sobie uczucia i nazywać stojące za nimi potrzeby. Po drugie sięgać po wsparcie oraz udzielać go innym. Po trzecie, zachowywać i pielęgnować w sobie to, co Carol Dweck nazywa „growth mindset”, czyli postawą rozwojową, dzięki której aktywnie poszukujemy rozwiązań, gdy stajemy twarzą w twarz z problemem. Po czwarte i to bardzo ważne, być dla siebie dobrym, praktykować to, co Kristin Neff nazywa „self-compassion”, czyli życzliwość dla siebie, ale i uważność oraz poczucie łączności z innymi ludźmi, gdy odczuwa się ból emocjonalny. Po piąte – świadomie przekierowywać uwagę na to, co dobre, co pozytywne, nawet gdy umysł prze ku innym rejonom. Widzieć siebie i bliskich w całości, z ich mocnymi stronami, wspierając ich rozwój i wierząc w ich potencjał. Bliskie relacje są kluczowe dla dobrostanu. Dokładnie to John W. Travis przekazuje m6ówiąc „the currency of wellness is connection”.

Od czego zacząć w takim razie?

Zacząć od wizji swojego dobrostanu. Zadać sobie pytania: Jak chcę się czuć? Czego chcę robić więcej, czego mniej? Potem zastanowić się jak dotrzeć do tego miejsca. Kierować się ciekawością i dawać się zainspirować. Eksperymentować z nowymi sposobami funkcjonowania. Wracać do swojej wizji, by dawała nam motywację i napęd do działania.

Ewo, czuję, że to Twoje ostatnie zdanie mogłoby nie być finalne, rozmowy trwały jak w przywołanej przez Ciebie polskiej “małej czarnej”, do wielu wątków zrobiłyśmy niemalże wstęp. Twoja wiedza, doświadczenie, ale i historia połączona z osobowością jest obiecująca! Dziękuję, że słowo „dobrostan” może dzięki Tobie istnieć w organizacjach.

A co Was zaintrygowało, zainspirowało w wywiadzie? Czego chcielibyście więcej? Ewa jest z Nami przez najbliższe trzy dni i śmiało odpowie na wszelkie komentarze. Czekamy na Was!

Przyszły piątek 10:00 to wyjątkowe spotkanie z trudnymi emocjami, które zaprezentuje Nam znakomity trener Inteligencji Emocjonalnej. Czas na refleksję, dotkniecie ludzkiego piękna i ludzkich słabości… 

+8

8 Responses

  1. Jatema

    Patrycjo, bardzo interesująca osoba i wywiad jaki z Nią przeprowadziłaś. Brawa dla Ciebie 😚

    +3
  2. SzZ

    Bardzo fajny kierunek. Obeznanie się w różnych językach i dostrzeżenie ich wpływu na dane społeczeństwo porównałbym do znajomości różnych metod w jednej dziedzinie nauki i odkrycia w nich wspólnej esencji, kluczowej dla wszystkich. Następnym krokiem jest odkrycie i permanentne dostrzeganie zależności wszystkiego ze wszystkim.
    Na marginesie dobrostan, to dla mnie proces, który wyzwala z przywiązań do materii. Zauważyłem, że w ten sposób mogę osiągać kolejne pułapy dobrostanu niezależnie od ziemskich dobytków i ambicji. W pewnym sensie niewzruszenie jest dla mnie dobrostanem, w takim stanie nie przywiązuje się do owoców swojej pracy, swoich umiejętności, prestiżu, różnego rodzaju opakowań, nałożonych na ciało i umysł. Im bardziej doświadcza się dobrostanu, tym więcej dobra pojawia się mimochodem. Są oczywiście góry i doliny, susze i ulewy, one wszystkie służą ku temu, by oddzielać prawdę od iluzji i iść dalej.

    +4
    • Ewa Stelmasiak

      Dzień dobry, dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem związanym z dobrostanem, który nie musi zależeć od okoliczności zewnętrznych. Nie zawsze mamy wpływ na to co na zewnątrz, ale możemy wpływać na swoje myśli i uczucia. Poza tym ważne jest by mieć zrozumienie, że są – jak piszesz – góry i doliny, czyli różne chwile, do czego warto podchodzić z akceptacją. Dziękuje Też za zauważenie wartości tkwiącej w esencji, dostrzeganiu współzależności oraz łączeniu kropek. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję.

      +3
  3. am

    Wspaniała rozmowa 💙
    To niezwykle ważne, żeby takie działania zaczynały się właśnie od samej góry czyli pracy z zarządem. Ciekawa jestem czy zdarza się, że już na początku nie wszyscy jego członkowie są przekonani do takiego podejścia i jak sobie z tym radzić 🤔 Czy praca zaczyna się dopiero wtedy kiedy wszyscy są nastawieni na współpracę czy jednak podejmuje Pani wyzwanie i pracuje nawet z największymi sceptykami?

    +3
    • Ewa Stelmasiak

      Dzień dobry, dziękuję za pytanie dotyczące sceptycyzmu członków zarządu. Zazwyczaj wystarczy, by jedna osoba w zarządzie była przekonana i zaprosiła nas do współpracy. My stajemy się dla niej wtedy sojusznikiem, z którym łatwiej jest budować świadomość w całym zarządzie, by w efekcie móc podjąć działania na rzecz zwiększania dobrostanu pracowników. Często jest to dyrektor HR lub sam Prezes. Kiedy prowadzę szkolenia dla zarządu, nie wszyscy są nastawieni entuzjastycznie, ale słuchają z szacunkiem i uwagą oraz dzielą się doświadczeniami z innymi. Z badań naszego amerykańskiego partnera Human Resources Institute wynika, że naturalnych liderów dobrostanu jest tylko 5-10%. Pozdrawiam serdecznie.

      +3
      • am

        Bardzo dziękuję za odpowiedź.
        5-10% to niski odsetek, ale z drugiej strony to stwarza nieograniczone pole do rozwoju i współpracy 💙
        Najważniejsze to, że we wszystkich drzemie wielki potencjał, dzięki takim osobom jak Pani, jest szansa by go uwolnić ✨
        Pozdrawiam

        +3
        • Ewa Stelmasiak

          Największa część jest otwarta i neutralna, a zdarza się, że wszyscy są nastawieni entuzjastycznie, również osoby zajmujące się bardzo technicznymi obszarami. Także potencjał jest, zawsze! Serdeczności 🙂

          +1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *