Zrównoważony Rozwój: Spodziewam się nowej mody na to, co regionalne i odwrotu od tego, co globalne ​

wpis w: WYWIADY | 3

Zrównoważony Rozwój: Spodziewam się nowej mody na to, co regionalne i odwrotu od tego, co globalne

Moim dzisiejszym gościem jest Marcin Adamczyk – doktorant w Instytucie Studiów Międzynarodowych UWr, autor ponad półsetki publikacji i recenzji naukowych, a także kilkudziesięciu referatów na krajowych oraz międzynarodowych konferencjach naukowych. Zaangażowany nie tylko w działalność naukową, ale i społeczną w ramach kilku organizacji pozarządowych. Prywatnie pasjonat historii, klasycznej motoryzacji, marzący o podróży w kosmos. Lubi mówić o sobie, że posiada duszę odkrywcy. Wyjątkowo ceni sobie oryginalność.

Zrównoważony Rozwój

Marcinie, czym jest rozwój w życiu doktoranta naukowo zajmującego się bezpieczeństwem i stosunkami międzynarodowymi?

To bardzo dobre pytanie Patrycjo, choć pozwolisz, że odpowiadając nieco wyjdę z szufladki podpisanej „doktorant”, do której mnie właśnie włożyłaś. Bo widzisz, bycie doktorantem (a szerzej naukowcem) to tak naprawdę ciągły rozwój – i to wbrew pozorom niezależnie od dyscypliny, którą się uprawia. Oczywiście, w jednych naukach jest on szybszy (np. informatyce czy medycynie), w innych bywa wolniejszy, ale zawsze jest – gdyby go nie było, to zasadniczo moglibyśmy wszystko, co mamy do powiedzenia spisać, schować do bibliotek, zamknąć uczelnie i rozejść się do domów.

Może w stosunkach, czy w bezpieczeństwie międzynarodowym nie ma przełomowych i widowiskowych wynalazków, ale ciągle pojawiają się nowe problemy badawcze, podejścia itd. – krótko mówiąc – ferment intelektualny trwa. Kto nie wierzy, niech spróbuje zastanowić się nad tym, jakie skutki dla świata będzie miała trwająca pandemia – nad tym, m.in. głowię się obecnie w kontekście globalnych aspiracji Chin i pozycji międzynarodowej Stanów Zjednoczonych. Nie ukrywam, że ten ciągły rozwój to coś, co bardzo pociąga mnie w nauce – nie ma tak, że czegoś się nauczysz i możesz spocząć na laurach. Tu codziennie trzeba się uczyć, ale przede wszystkim myśleć.

Z drugiej strony (i teraz właśnie teraz postaram się wyjść ze wspomnianej wcześniej szuflady), nauka to przecież nie wszystko – o czym niektórym naukowcom, nazbyt skupionym na swoim powołaniu, zdarza się zapominać. Dla mnie bycie naukowcem to coś, co nieco górnolotnie moglibyśmy określić mianem misji. Mam w swojej głowie taki ideał wykładowcy, który nie tylko jest wybitnym specjalistą w swojej dziedzinie (nie mylić z zadufanym w sobie), ale również (a może przede wszystkim) jest erudytą, który niczym mityczny człowiek renesansu potrafi rozmawiać o wielu rzeczach i równie wiele rzeczy zrobić – np. naprawić gniazdko w domu. Oczywiście żartuję z tym gniazdkiem, gdyż znam wielu znakomitych naukowców, którzy mają dwie lewe ręce do tego typu spraw i nie czyni ich to bynajmniej „gorszymi” – choć ja akurat lubię siebie za to, że wiem do czego służy śrubokręt. Chodzi również o taką ogólną świadomość otaczającego nas świata – choćby znajomość trendów w popkulturze. 

Często ludzie będący, nazwijmy to elitą, uważają, że znajomość np.  kinowych czy serialowych hitów (nie mówię rzecz jasna o telenowelach, ale o normalnych serialach typu Star Trek czy Przyjaciele), jest w jakimś stopniu poniżej ich godności. Jak zatem chcemy realizować misję edukowania społeczeństwa nie potrafiąc komunikować się ze z nim? Nie będąc na tzw. czasie? Moim zdaniem najlepiej pewne rzeczy przekazać odbiorcom, właśnie za pośrednictwem odwołania się do rzeczy znanych, a przy tym łatwych i przyjemnych w odbiorze. Zdziwiłabyś się, jak wiele na pierwszy rzut oka skomplikowanych koncepcji można wytłumaczyć studentom posługując się przykładami z powszechnie znanych filmów – ale żeby móc to zrobić, to trzeba je znać. 

Ostatnią kwestią, moim zdaniem nierozerwalnie związaną z moim rozwojem, jest dbałość o zachowanie odpowiedniej kondycji fizycznej. Wiem, w pierwszej chwili może to zabrzmieć przesadnie, ale uważam, że estetyczny wygląd to dla naukowca podstawa. Ale to przede wszystkim zdrowie, zarówno psychiczne jak i fizyczne (szczególnie w czasach pandemii) są istotnymi korzyściami z regularnego uprawiania sportu. Ponadto, osobiście postrzegam skłonność do podejmowania, lub do unikania, aktywności fizycznej jako znakomite zwierciadło, w którym przegląda się charakter człowieka – czy jest on w stanie odmówić sobie przyjemności i zmusić się do wysiłku, w celu zadania o fizyczną i psychiczną kondycję? Jak dla mnie, pokonywanie własnych ułomności, niekiedy zwykłego lenistwa, stanowi kluczowy aspekt drogi do własnego rozwoju. 

Twój rozwój to współtworzenie Projektu Akademia?

Niewątpliwie po części tak, choć jednocześnie chęć zapewnienia możliwości rozwoju innym. 

Zdarzyło Ci się może wziąć do ręki jakąkolwiek polską książkę, dotyczącą szeroko pojętych nauk politycznych czy bezpieczeństwa? Jeśli tak to wiesz jak one wyglądają, jeśli nie to już wyjaśniam. Otóż, wiele z nich jest pisanych bardzo hermetycznym i nienaturalnym językiem – częstokroć bez żadnej wyraźniej potrzeby. Dodam, że jest to rzecz praktycznie niespotykana w literaturze anglosaskiej – większość tamtejszych podręczników (nazwijmy je tak umownie, choć to pewne uproszczenie) czyta się niczym dobrą powieść. Skoro więc obywatel nie może skorzystać z fachowej (przystępnie podanej) wiedzy, gdzie ma zatem szukać odpowiedzi na nurtujące go pytania i wątpliwości?

Dzisiaj zapewne skorzysta z mediów – tradycyjnych, czy też elektronicznych – to nie istotne. One wszystkie bowiem cierpią na podobne przypadłości: zwykle prezentowane są opinie jednej tylko strony (zgodne z linią redakcji), zapraszanie ciągle tych samych ekspertów do komentowania (przez co czasem wystarczy wiedzieć kto mówi, a to, co mówi można zgadnąć – serio, serio). Wreszcie – pogoń za sensacją, która rodzi kolejne problemy w postaci balansowania pomiędzy prawdą, kłamstwem, a manipulacją. No i właśnie, w tym momencie zaczął kiełkować w naszych głowach pomysł na Projekt Akademię – organizację, której misją będzie dotarcie z ekspercką wiedzą do zwykłego człowieka i jakby tego było mało, to zaserwować mu ją w przystępny sposób.

Naukowcy wiedzą, jak rozumieć politykę krajową i międzynarodową, jak być świadomym obywatelem i konsumentem mediów, czy wreszcie odpowiadają na pytanie dlaczego świat nie jest czarno-biały. Chcemy również pokazać naszym rodakom, że to, co robimy jest potrzebne i ma sens – w końcu każdy ma prawo wiedzieć, na co idzie część jego wypłaty w postaci podatków. W sytuacji, w której mury uczelni są trudne do pokonania, a naukowcy zamykają się w wysokiej wieży z kości słoniowej, trudno o taką transparentność.

 

Zgadzam się. Wiem z własnego doświadczenia jak kluczowym elementem każdej komunikacji jest jasność przekazu. Wróćmy do Ciebie. Współtworzysz książkę Polska – Europa – Świat. Wczoraj i dziś. Jaką rolę obecnie pełni państwo w kształtowaniu rozwoju społeczeństwa?

Na to pytanie trudno odpowiedzieć jednoznacznie – szczególnie, że sporo zależy (jak to zwykle w naukach społecznych bywa) od perspektywy, którą przyjmiemy. Możemy jednak zgodzić się co do tego, iż współcześnie państwo powinno wspierać obywatela w jego dążeniu do samorealizacji (a przynajmniej w tym nie przeszkadzać) – w nauce o bezpieczeństwie nosi to nazwę bezpieczeństwa w wymiarze pozytywnym. Pewnie gdyby nie pandemia, to moglibyśmy tu postawić kropkę. Wirus jednak zmienił rzeczywistość, w tym również postrzeganie wagi i roli państwa. A właściwie nie tyle zmienił, co przywrócił nieco już zapomniane ujęcie państwa jako tego, kto ma chronić obywateli przed zagrożeniami – to ujęcie nazywamy negatywnym. Zwrócę uwagę, że do niedawna panował trend, w myśl którego, im mniej państwa w państwie, tym lepiej. Od ponad dwóch miesięcy pogląd ten jest co najmniej w odwrocie…

Ale to właściwie jest już obraz postpandemiczny. Przyjrzyjmy się natomiast sytuacji nieco wcześniejszej. Mianowicie, od kilku lat światowa gospodarka kładzie ogromny nacisk na Zrównoważony Rozwój. Jak ta idea przełożyła się na stosunki międzynarodowe i finalnie na jakość życia poszczególnej jednostki? Nie da się ukryć, że dziś o Zrównoważonym Rozwoju słyszymy niemal bez przerwy. Tym bardziej należy mieć świadomość, że sama idea nie jest tak nowa, jak by się to mogło wydawać, gdyż wywodzi się ona z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Zanim przejdziemy do tego, jak zrównoważony rozwój działa w praktyce, musimy najpierw powiedzieć krótko o tym, czym w ogóle jest ta koncepcja.

Większość z nas, żyjących dość komfortowo w Europie, utożsamia go z kwestią odpowiedzialności za środowisko naturalne, ale to tylko jeden z filarów zrównoważonego rozwoju. Jak zapewne wszyscy pamiętamy z historii, rozwój gospodarczy miewał swoje ciemne strony – niewolnictwo (a następnie wyzysk pracowników najemnych), rabunkowa eksploatacja zasobów naturalnych, zanieczyszczenie środowiska naturalnego etc. Zrównoważony Rozwój ma nadal być ukierunkowany na progresję gatunku ludzkiego, ale bez tego całego balastu – stąd określono go zrównoważonym. Chodzi o to, aby owe korzyści trafiały do całej ludzkości.

Innym aspektem jest kwestia ochrony środowiska – w założeniach mowa o tym, byśmy zostawili Ziemię naszym dzieciom w stanie przynajmniej tak dobrym, jak ją zastaliśmy przychodząc na ten świat. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby pewne procesy udało się zahamować lub nawet odwrócić – choćby powstawanie dziury ozonowej (co zasadniczo się udało) czy ocieplenie klimatu (co jak na razie udaje się, niestety, tak sobie). Sfer życia, których dotyczy idea zrównoważonego rozwoju jest naprawdę wiele – przyjęte w 2015 roku rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ „Cele Zrównoważonego Rozwoju 2030” to aż 17 kategorii celów, w skład których wchodzi, aż 169 celów szczegółowych. Tak popularne dziś tematy „około ekologiczne”, dotyczą jedynie kilku spośród nich – ważnych, ale wciąż kilku – reszta obejmuje rozwój społeczny, gospodarczy itd.

Zapewne zapytasz, dlaczego tak dużo wspominam o tej ekologii, skoro jest ona jedynie jednym z elementów Zrównoważonego Rozwoju? Dlatego, że prawdopodobnie jako jedyna budzi szereg niezbyt sensownych kontrowersji. Wszyscy niewątpliwie zgodzimy się, że Ziemię mamy jedną i jeżeli ją zdewastujemy, to skutki będą opłakane. Niestety, zwykle w tym miejscu konsensus się kończy, a pojawiają wzajemne pretensje sprowadzające się do prostego pytania – kto za to zapłaci? Bo widzisz, problem polega na tym, że choć wszyscy chcemy żyć w fajnym/zdrowym/czystym otoczeniu, to często nie potrafimy zrezygnować z rzeczy, do których przywykliśmy lub nie jesteśmy skłonni ponieść większych kosztów za cenę ulotnych zysków w przyszłości. Zysków, które prawdopodobnie zresztą przypadną w udziale nie nam, a naszym dzieciom.

Człowiek jest z natury leniwy i rzadko skory do poświęceń, w związku z czym często zatem zachodzi w społeczeństwie zjawisko nazywane „tyranią małych decyzji”. Jest to proces, w którym sumy różnych działań wielu jednostek (preferowane przez nie w danej chwili), skumulowane przynoszą rezultaty niepożądane przez wszystkie te jednostki z osobna. Mówiąc inaczej: gdybyśmy wiedzieli, że zabraknie nam wody w niedalekiej przyszłości, to oszczędzalibyśmy ją i najlepiej odgórnie nakazali oszczędzać ją innym, prawda?

Z drugiej strony, większość z nas będzie niezbyt rygorystycznie przestrzegać narzuconych odgórnie zasad („bo przecież jedna więcej kąpiel w tygodniu niczego nie zmieni”) i dlatego summa summarum doprowadzamy do sytuacji, do której nie chcielibyśmy doprowadzić, gdybyśmy tylko mogli sami wybrać efekt końcowy. Doskonale to teraz widać na przykładzie stosowania się do obostrzeń związanych z epidemią. Choć nikt przy zdrowych zmysłach nie chce, by epidemia pogłębiała się i trwała niewiadomo jak długo, to na poziomie jednostek widać raczej niechęć do przestrzegania nałożonych obostrzeń w postaci obowiązku noszenia masek, unikania zgromadzeń itd.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia zamożności, która choć ważna, to bywa często pomijana w tym kontekście. Wyobraźmy sobie sytuację, w której 5-osobowa, niezamożna rodzina miałaby mieć podniesione opłaty za wywóz nieczystości o około 50% w zamian za pewność (załóżmy na potrzeby tego eksperymentu myślowego, iż takowe zapewnienie jest możliwe do zrealizowania), że ich dzieci będą żyły w czystym środowisku. Któżby nie chciał, prawda? Problemem jest natomiast to, że Ci niezamożni ludzie muszą płacić więcej. Większość wybierze korzyści doraźne, zamiast długookresowych ze względu na dosłownie większe koszta. I o ile jednak lenistwo jest żadną wymówką, o tyle jeżeli nie jest się dogmatykiem, to z argumentami natury finansowej dyskutować trudniej – bo przecież Zrównoważony Rozwój to nie tylko ekologia, ale i walka z ubóstwem. Jak widzisz, choć niestety założenia są słuszne, to często problem pojawia się na poziomie ich realizacji.

Podobnie to zresztą funkcjonuje na poziomie stosunków międzynarodowych – bo wiele państw zachowuje sę dokładnie tak jak ich mieszkańcy. W końcu na czele państw stoją ci sami ludzie, co je tworzą. Przy czym w każdym wypadku jest to człowiek żyjący w tzw. stanie anarchii, czyli bez rządu i jego monopolu na stosowanie przymusu. Nikt zatem nie może zgodnie z prawem międzynarodowym, zmusić państwa do zrobienia czegoś, wbrew jego własnej woli.

I znów, o ile walka z ubóstwem, czy wysiłki na rzecz pokoju nie budzą raczej kontrowersji, o tyle ekologia czy chociażby kwestia równości płci już niekoniecznie. Bo widzisz, pojawiają się nie do końca pozbawione sensu argumenty państw rozwijających się, że oto Zachód korzystał w poprzednich wiekach z możliwości niemalże nieograniczonego rozwoju (kosztem podbitych terenów w Afryce czy Azji czy całkowitego ignorowania jakichkolwiek zasad zrównoważonego rozwoju), a teraz odmawia tego samego państwom, które wcześniej podbił i ich kosztem się rozwinął. Inny problem to wspomniana chociażby równość płci – ze strony państw, w których dominuje Islam padają zarzuty o narzucanie zachodnich wzorców kulturowych społeczeństwom, które tego nie chcą i nie akceptują.

 

Wróćmy jeszcze na moment do wspomnianej przez Ciebie nierówności między państwami. Spójrzmy bardziej ludzko: około 800 milionów ludzi na świecie nadal żyje w skrajnym ubóstwie, a 795 mln wciąż cierpi z powodu głodu – co na to powie Zrównoważony Rozwój?

Odpowiadając na Twoje poprzednie pytanie mogłem trochę wyjść na pesymistę, zatem teraz pozwolę sobie na wyrównanie stanu emocjonalnego.

Choć nie sposób dyskutować z przedstawionymi przez Ciebie liczbami, to jednak, jeżeli spojrzymy na dane z lat wcześniejszych, to okaże się, że wcale nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. W obu przypadkach mamy do czynienia z trendem wyraźnie spadkowym. W samych Chinach, od początku lat 80. odsetek populacji żyjącej poniżej granicy ubóstwa zmniejszył się z 85% do kilku procent obecnie. Oczywiście, inną kwestią pozostaje spustoszenie, jakie tak szybki wzrost poczynił w chińskim środowisku naturalnym – tu znów wracamy do problemu sygnalizowanego przez mnie w poprzedniej wypowiedzi. W skali globu poprawa była mniej spektakularna, ale również nie do przecenienia – odsetek żyjących w ubóstwie spadł z ok. 44% do poniżej 10%. Warto przy tym pamiętać, że jeszcze w latach pięćdziesiątych, gdy rodzili się nasi rodzice, to w biedzie na całej kuli ziemskiej nie żyło jedynie 25% ludności. Podobnie zmieniają się inne wskaźniki, odzwierciedlające rozwój cywilizacyjny. Umieralność niemowląt, wielkość produkcji przemysłowej na jednego mieszkańca, wskaźnik skolaryzacji, odsetek analfabetów, liczba wyrugowanych chorób itd. Summa summarum, jako ludzkość czynimy postępy. I choć wiele wyzwań jeszcze przed nami (jak choćby pogodzenie rozbieżnych interesów państw północy i południa czy odbudowa po obecnej pandemii), to jestem dobrej myśli, co do naszej wspólnej przyszłości.

 

Zachowam ten powiew Twojego optymizmu na koniec naszej rozmowy. A teraz wrócę do obecnej sytuacji i zapytam o to, jaką rolę odgrywa międzynarodowa polityka podczas pandemii COVID-19?

Bardzo nie lubię odpowiadać na pytania dotyczące aktualnych wydarzeń, bo już jutro może się okazać, że powiedziałem totalne bzdury. Niemniej jednak spróbuję i przy okazji pewnie znowu wyjdę na pesymistę…

Pandemia pokazała, że w świecie, którym żyjemy, wciąż jeszcze największe znaczenie w polityce międzynarodowej mają państwa – nie organizacje międzynarodowe czy ponadnarodowe, ale właśnie państwa. To one decydują jak walczyć z pandemią i każde z nich (stety albo niestety) robi to praktycznie na własną rękę. Słynna solidarność europejska, o której tyle się w ostatnich latach mówiło, praktycznie nie istnieje. Niemcy konfiskują transport maseczek dla będących w tragicznej sytuacji Włochów i nikt się temu nie sprzeciwia. W skali globalnej wygląda to podobnie. Gdy okazało się, że Zachód jest nieprzygotowany na epidemię, zaczęły się gorączkowe zabiegi mające na celu zakup podstawowych środków ochrony, a wraz z nimi korupcje, wymuszenia itd. Francja zaczęła wysyłać uzbrojone transporty po maseczki do Chin, bo okazywało się wielokrotnie, że Amerykanie potrafili na lotniskach przekupywać urzędników i podbierać Francuzom ich transporty. Oczywiście nie zmienia to faktu, że przy tej okazji – mniej lub bardziej nieudolnie – wszystkie państwa próbowały realizować swoje interesy niezwiązane z pandemią.

Spójrzmy na Chiny, które za wszelką cenę starają się ściągnąć z siebie odium tego, kto ową pandemię wywołał – co rusz widzimy inspirowane przez Pekin wrzutki w mediach, iż pierwsze przypadki wirusa pojawiły się w zeszłym roku w Europie, a nie w Chinach. Mamy również do czynienia ze swoistą „dyplomacją maseczkową” –  Chiny decydują bowiem komu i na jakich warunkach sprzedadzą środki ochronne. Oczywiście, Stany Zjednoczone robią wszystko, aby utrudnić Chinom ich działania – stąd ukute zostało przez prezydenta Trumpa hasło o „chińskim wirusie”. Pojawiły się wezwania do wypłaty przez ChRL odszkodowań ofiarom SARS-CoV-2.

Jest to po prostu kolejna odsłona rywalizacji amerykańsko-chińskiej, o to kto w XXI wieku będzie światowym hegemonem. Rosja w tym czasie długo udawała, że nic złego się nie dzieje i dopiero, gdy sytuacja w kraju zrobiła się dramatyczna, to zostały wprowadzone obostrzenia – np. w ostatniej chwili odwołano defiladę z okazji zakończenia II wojny światowej. W tle, oczywiście mamy wyścig, a właściwie dwie rywalizacje – kto pierwszy opracuje lek i/lub szczepionkę na owego wirusa. Zwycięzca zdobędzie zapewne wdzięczność reszty świata…

W tym miejscu, na ukojenie i otarcie łez, mam ochotę przywołać znaną wszystkim sentencję: mniej wiesz, lepiej śpisz. Spróbujmy zakończyć pozytywnie: Świat po pandemii – co zostanie z Nami, co się zmieni?

Jak już powiedziałem, nastąpi zapewne powrót do państwocentryzmu w stosunkach międzynarodowych – organizacje takie jak UE czy szczególnie WHO będą dopiero musiały odbudować swój prestiż. Ciekawie może również ułożyć się wspomniana wcześniej rywalizacja Pekinu i Waszyngtonu. Moim zdaniem aktualna pandemia jest takim samym początkiem nowej zimnej wojny, jak blokada Berlina w latach 1948-1949 była dla tej właściwej i nieco już zapomnianej. Wiele może się też zmienić w kwestii uzależnienia Zachodu od produkcji w Chinach – spodziewam się powrotu wielu fabryk do ich krajów macierzystych, a co najmniej do państw bliższych w sensie kulturowym i geograficznym. Z drugiej strony, dla wielu państw takich jak Polska czy Indie (które relatywnie dobrze sobie radzą z pandemią) może być to duża szansa na przeskoczenie do „wyższej ligi” światowej.

Jeżeli chodzi o poziom jednostek, to myślę, że możemy się spodziewać odwrotu od dotychczasowej pogoni za hedonizmem – znów popularny zapewne stanie się rozwój osobisty, a także rodzina czy najbliższe otoczenie. Pandemia pokazała, iż choć państwa są egoistyczne (bo muszą), to ludzie chętnie pomagają swoim najbliższym czy sąsiadom. To jest ten aspekt pozytywny. Spodziewam się zatem nowej mody na to, co regionalne i odwrotu od tego co globalne – siłą rzeczy ponownie popularne mogą stać się wakacje czy weekendy w kraju. Problemem natomiast może być rosnąca niechęć do ludzi z innych kręgów kulturowych – szczególnie w sytuacji, w której mielibyśmy do czynienia z przedłużającym się kryzysem gospodarczym, który wielu z nas pozbawiłby środków do życia, co dodatkowo wzmocniłoby negatywne nastroje społeczne.  Sporym zatem wyzwaniem dla rządów i samych społeczeństw będzie zachowanie wewnętrznej spójności – wszystko po to, aby zamieszki podobne do tych, które mają aktualnie miejsce w Stanach Zjednoczonych, nie zawitały na stałe do naszego krajobrazu. Tak naprawdę właśnie wiele zależy od tego, jak długo potrwa pandemia – im dłużej, tym głębszych i trwalszych przemian się spodziewam.

Pamiętajmy jednak, iż po każdej burzy wychodzi słońce, a rozwój jest immanentną cechą historii gatunku ludzkiego.

Marcinie, dziękuję za tę lekcję historii i politologii w kontekście rozwoju na arenie międzynarodowej, a szczególnie za to, że człowiek w Twojej opowieści znalazł swoje miejsce, ważne i odpowiedzialne miejsce. Życzę Ci wielu sukcesów – naukowych i prywatnych oraz tego, by Projekt Akademia z sukcesami realizował swoją misję i wizję w kształtowaniu polskiego społeczeństwa.

Wszelkie nurtujące pytania, wątpliwości lub po prostu refleksję proszę kierować w komentarzach – Marcin jest z Nami przez trzy dni

Otwieram również dyskusję konkursową pytaniem: Jak według Ciebie będzie wyglądał świat po pandemii? Co zostanie, co będzie nowe? Wyłonimy trzech zwycięzców. Najciekawsze odpowiedzi nagrodzimy książkami z dedykacją od autora. 

Smok nad Dnieprem. Chiny w relacjach z Białorusią i Ukrainą po 2010 roku (jedna sztuka)

Ad vocem – Dekady wolności. Europa Środkowa i Wschodnia: 1989–2019. Materiały edukacyjne (dwie sztuki)

Rozwojowe piątki stają się Naszym rytuałem, dlatego już dziś zapraszam na następne spotkanie z niezwykłą osobistością: opanowała osiem języków, wychowywała się w Afryce, jest Polką i jako pierwsza w kraju zaczęła zajmować się kulturą zdrowia i dobrostanu organizacji. Opowie o pasji, misji osobistej i powołaniu do życia w zgodzie ze sobą, światem i z innymi.

5+

3 Responses

  1. Szczepan Zmarzliński

    Pandemia, a dla niektórych plandemia (wszystko na to wskazuje, że to już ten czas) doprowadzi do globalnego przyzwolenia na kolejny krok w procesie odczłowieczenia, czyli do zaimplementowania do ciał biblijnego ‘znamienia bestii’, które rzekomo ma ‘zbawić’ ludzkość. Wiąże się to z likwidacją gotówki, dalej idąc pewnie kart płatniczych. Znamię ma być receptą na wszystko. Ci którzy pójdą w tą stronę ‘wygrają’ na krótką metę, Ci natomiast którzy odmówią mogą mieć trudne przejścia, będą niczym persona non grata. Gdzie znajdzie się każdy z nas fizycznie, tego nie sposób przewidzieć. Ostatecznie wybawieniem dla ‘odrzuconych’ mogą okazać się kataklizmy naturalne, które jednocześnie dadzą kres tej cywilizacji. Apokalipsa, do której tutaj nawiązuje , to nic innego jak objawienie prawdy, jest to dobra nowina dla tych, którzy dążą do życia w zgodzie z nią, niezależnie od skafandrów (ciał) w które jesteśmy tutaj odziani dla potrzeb samopoznania. 😉 To, co tutaj napisałem nie jest moim wymysłem, tylko zaczerpniętą chociażby z Biblii i innych ksiąg wiedzą. Wierzy w nie rzekomo większa część ludzkości, a paradoksalnie niewielki ułamek zadał sobie trud analizy, bez uprzedzeń związanych z wyznaniami religijnymi i tutaj wg mnie znajduje się klucz. O ile nie do zrozumienia, to na pewno do spokoju, który towarzyszy tym, którzy mają tą wiedzę, a co za tym idzie dystans do życia doczesnego.

    2+
    • Marcin Adamczyk

      Odrzucanie prywatności na rzecz wygody czy bezpieczeństwa to trend zupełnie nienowy i raczej w mainstreamie nie do zatrzymania – choć warto mieć na uwadze, że akurat Polska z racji tego, iż dla firm płatniczych jest swoistym poligonem w kwestii płatności bezgotówkowych, jest w awangardzie tych rozwiązań. Z trzeciej strony transakcje tego typu to u nas wciąż mniejszość.

      Co do drugiego wątku, to nie byłbym aż takim sceptykiem – cywilizacja ludzka zalicza upadki i wzloty, ale jednak cały czas się rozwijamy. Bynajmniej nie uważam, iż rozwój ten jest bezproblemowy itd., niemniej wrodzoną cechą człowieka jest ciekawość i właśnie pogoń za poszukiwaniem czegoś nowego/lepszego.

      2+
    • Kultura Umysłu

      Szczepanie, dziękujemy za podzielenie się odpowiedzią na pytanie “jak według Ciebie będzie wyglądał świat po pandemii”. Dzięki temu możesz wybrać, która książka do Ciebie powędruje.
      Za chwilę otrzymasz wiadomość email, prosimy o odpowiedź i niebawem otrzymasz przesyłkę z prezentem za Twoją wypowiedź.

      Pozdrawiamy Cię serdecznie!

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *